Jestem zwolennikiem plastyki atawistycznej. Traktuję ją jako zawód - próbuję z niej żyć i funkcjonować. Jedyne czego mi trzeba, to zdobyc odrobinę przestrzeni, w której mogę malować i tworzyć w kontekście większym i dłuższym niż kilka miesięcy -okres w którym schnie obraz.

Uważam, że śmiertelnie poważne traktowanie przeze mnie tego co robię, jest gwarancją dla każdego, kto decyduje się wydać swoje śmiertelnie poważnie zarobione pieniądze.

Nie stoję na pozycji roszczeniowej, niczego od nikogo nie pragnę, nie zajmuję się grami. Nie znoszę głupkowatej lekkości i nienawidzę braku refleksji. Ludzkie uprzedzenia - szczególnie w kontekście moich prac - śmieszą mnie. Socrealizm się skończył - proszę nie pytać dlaczego to takie depresyjne i małopostepowe.

Chcę mozolnie kontruować.
"Mozolne konstruowanie to maksymalne otwarcie swojej głowy, to świadomość swego ciała, swojej ręki i techniki, którą się posługuję. Mozolne kontruowanie, to wyginanie siebie i trwanie. Jeśli powołuję do życia termin Wszystkość, rozumiem go jako rzeczywistość zastaną, przeszłą, przyszłą, obsesyjna, widzialną i urojoną, jako rzeczywistość umysłową, zakładam jednoczesne jej trwanie, obalanie i budowanie." - fragment Wiórów


Wierzę, że najwyraźniejszą i najbardziejuniwersalną formą otwartości międzyludzkiej, na jaką mnie stać, jest rzetelne wypełnianie mojego powołania plastycznego. Nie uważam się za nikogo wyjątkowego. Jestem przekonany o istnieniu wartości zamknietych w wypracowanej przez tysiąclecia formule dzieła plastycznego. Jestem przekonany, że artystą nie można zostać, można się nim stać. Jestem również przekonany, że proces powstawania obrazu, to proces wyobrażania na płótnie. Uważam, ze teoria jakoby dzieło miało powstać całkowicie w głowie artysty, zanim zostanie wykonane, jest równie popularna, co błędna. Chcę jednak pisac tutaj o mojej robocie. Tworzenie obrazu to wykorzystywanie powierzchni płótna do powołania rzeczywistości, która nie da się opisać, określić czy zdefiniować w umyśle, ani za pomoca innej gałęzi sztuki. Tworzenie obrazu to powoływanie do życia unikatu. Gdy maluję obraz, to zarówno w skali mikro jak i makro, jest to jedność nieuchwytywalna w opisach literackich i nietransformowalna na fotografię (upraszczając - zwróćmy uwagę chocby na sprawy faktury, materii...). Wierzę w malarstwo, w którym istnieje i sacrum i profanum, wierzę w malarstwo, w którym istnieje mikro i makro, wierze w malarstwo, dla którego istotny jest kontakt z oryginałem.

Proces powstawania obrazu to wizyjność i oddawanie się swoim obsesjom. Czynność malowania/rysowania to zatapianie się w niej samej. Pisałem o tym w notatkach o Figuris:
"Figuris to bodziec, zalążek, impuls, motyw i wytłumaczenie. Figuris to akt desperacji i moja terapia."
Obraz w całej swojej złożoności to zjawisko, które ma racje bytu tylko na płótnie. Tak jak słowa służą często uporzadkowaniu pewnych myśli, jedno zdanie jest 100 razy mocniej utrwalane w głowie niż pojedyncze wyobrażenie. Tak też dla mnie malowanie, jest sposobem na ukladanie, zabezpieczanie obsesji, wizji i pomysłów w taki sposób, aby nie stanowiły dla mojego umysłu niebezpieczeństwa. Jest takim właśnie rodzjem terapii. I świadom swojego powołania, wierzę że jest to najskuteczniejsza droga do samooczyszczenia. Powołanie obrazu do życia to uswiadomienie sobie tkwiących we mnie atawizmów i ich twórcze wykorzystanie. Moja plastyka to specyficzny bufor, wentyl bezpieczeństwa. Dopóki czuję, że tworzę - czuję się bezpieczne.


MCH, 11:16 2007-09-05



>> strona główna




-----------------------------------------------------------
Zamieszczone na tej stronie zdjęcia podlegaj± ustawie o ochronie praw autorskich, ich kopiowanie, przetważanie i używanie bez zgody autora b±dĽ wła¶ciciela jest karane! W sprawie zakupu prac lub praw do ich reprodukci prosze kontaktować się meilowo: m_chojecki@o2.pl lub telefonicznie: 502-822-933.