|
|
MICHAŁ CHOJECKI
"komentarz do rysunków z dziecinstwa"
(plik utworzony 22:04 2008-01-10)
1. Język plastyczny jest takim samym sposobem komunikacji jak język werbalny. Przekazywanie informacji za pomocą obrazów jest dla wielu dużo bardziej naturalną, łatwiejszą sprawą niż wypowiadanie ich za pomocą słów.
2. Gdy przeglądałem te rysunki natrafiłem na swoje stare sprawdziany z języka polskiego, prawdopodobnie z pierwszej lub drugiej klasy szkoły podstawowej; polegały one na pokolorowaniu odpowiednich elementów obrazka lub zaznaczeniu jakiegos obiektu na nim. Komunikacja wizualna dla małego dziecka jest tym, czym dla nas układanie zdań i zapisywanie ich. Rysunki dziecięce posługują się swoją własną gramatyką, która nie ma znaczenia estetycznego, lecz służy maksymalnej kondensacji treści. Wyrażenie czegoś za pomocą ilustracji staje się niekoniecznie najbardziej doskonałym, ale jednak najbliższym rzeczywistości sposobem przekazania treści. Pomija się kodowanie informacji za pomocą abstrakcyjnych znaków. Podobnie jak w matematyce, tak i w warstwie słownej wprowadzenie elementów abstrakcyjnych otwiera nowe możliwości i prowadzi do badania bardziej skomplikowanych problemów. Jednak dla rozumu dziecka, któremu obce jest posługiwanie się abstrakcjami, formułowanie zdań za pomocą słów jest komplikowaniem prostych zjawisk.
3. Mitologizowanie siebie - tak, mitologizowanie swoich produktów - nie, proces mitologizowania siebie zachodzi dzięki produktom. Te rysunki stwarzają jakiś kolejne obraz mojej osoby i wzbogacaja jej obraz globalny, który jednak w pojęciu odbiorcy nigdy nie będzie kompletny. Dlatego ciężar nalezy przenieść na obiekty, które są wynikiem mojej twórczej egzystencji. Nie ja jestem ważny, to co komunikuję jest ważne. Jakkolwiek bym komunikował siebie, nie powstanie kompletny obraz mnie. To nie poznanie mnie ma być celem dialogu twórcy-obiorcy, ale treść dialogu ma być bodźcem do poznania samego siebie (przez twórce w trakcie tworzenia, przez odbiorcę w trakcie odbierania).
[...]
5. To czym się zajmuję w tej chwili nie ma praktycznie żadnego związku z tym, co można znaleźć na rysunkach robionych jako dziecko. Jednak rozumiejąc je właśnie jako JĘZYK, uczulamy się na komunikat, który jest wysyłany. Posłuże się analogią: szkolne wypracowania człowieka, który w dorosym zyciu staje się pisarzem, różnią się od jego dojrzałych dzieł tylko treścią i sposobem jej formowania; to nie jest tak, że nagle w jego zyciu pojawia się cos takiego, jak Literatura i zostaje on nagle Pisarzem. Tak samo w przypadku plastyka nie jest tak, że to co robił jako dziecko jest czymś formalnie gorszym. To nie jest tak, ze nagle pojawia się Sztuka. To sa bzdury i mity. Elementem decydującym jest esencja, a nie medium.
[...]
7. Rysunki te mozna czytac na różny sposób. Z jednej strony operują dość typową i standardową dla wsytzkich dzieci manierą, odarte są z wirtuozerii i oparte na znanych i popularnych wzorach. Ta ideoplastyka to dowód na to, jak szerokie pasmo odbioru może mieć komunikacja obrazkowa. Z drugiej strony pojawia się jednak inna skrajność - niektóre z tych rysunków jestem w stanie poprawnie odczytać tylko ja i ewentualnie moi najbliżsi. Operowanie schematami, ukrytymi pod pojęciem ideoplastyki, jest typowe dla dziecięcej ikonografii, gdyz bardzo często przedstawienia zmieniają swoje znaczenie wraz ze zmianą kontekstu (np. kompozycji elemntów na kartce). Dlatego błędem byloby doszukiwanie się jakiejkolwiek ostatecznośći w tym zbiorze prostych form. Prostokąt raz nabiera znaczenia jako dom, innym razem jako samochód, innym razem jako ścieżka. Kółko to raz kierownica, raz słońce, raz głowa.
8. Kilka ciekawych kwestii powstaje, gdyby rozptrywać te rysunki w kontekście mojej biografii. Większość z tych prac powstawała w wieku od 3 do 7 lat. Moi rodzice, z zawody graficy, podsuwali mi kartki i kredki i mieli mnie "z głowy" na długi czas. W momencie, gdy oni robili jakieś projekty (wtedy wsyztko robiło się ręcznie!) ja również rysowalem, malowałem - traktowałem to jako czynnośc najzupełniej naturalną. Gdy poszedłem do szkoły, rysowanie jako małotowarzyskie zajęcie przestało być najważniejsze. Jednak to ten wcześniejszy okres odcisnął na mnie największe piętno i jak widać jakoś to dalej owocuje. W szkole niczym się pod względem plastycznym nie wyróżniałem, a w liceum jako jedyna osoba w całej szkole miałem marną tróję - traktuję to jako wynik braku potrzeby konstruowania czegoś w tym konkretnym języku. Dużo bardziej atrakcyjną rzeczą dla młodego chłopaka jest bieganie z piłką czy zabawa w lesie. Sprawa wyrażania czegoś w plastyce jest fomą nieprzystosowania, raczej oderwania od społecznych standardów. W przypadku dziecka jest efektem nieumiejętności innego, lepszego określania rzeczywistości, w przypadku dojrzałego człowieka raczej trzeba to rozumieć, jako nadwrażliwość na rzeczywistość.
>> strona główna
-----------------------------------------------------------
Zamieszczone na tej stronie teksty podlegają ustawie o ochronie praw autorskich, ich kopiowanie, przetważanie i używanie bez zgody autora bądź właściciela jest karane!
|
|
|
|